O wężu, który odgryzł swój ogon.

Czekałem na Anię wpatrując się w glinę pod swoimi stopami.    Nie myślałem, tylko obserwowałem. Takie Aspi zapatrzenie, bez słów, bez myśli – rejestrujące okolice.

Zobaczyłem kawałek gumowego węża, wydawało mi się, że to kawałek wężyka, który sąsiad zgubił podczas naprawiania samochodu. Nie było to logiczne: wężyk nie równomierny, krótki, zbyt daleko od miejsca, gdzie auto stoi zaparkowane. Ciekawość była bardzo silna, więc sięgnałem i obróciłem to „coś” w dłoni, co okazało się martwym padalcem z odgryzionym ogonem.

Poczułem znajomy dreszcz. Nie lubię węży, wzbudzają we mnie odrazę. Odrzuciłem go jednak dopiero kiedy upewniłem się, że to, co widzę jest tym, co widzę, czyli trójkątną głową gada.

Jako symbolista uznałem to za znak, bowiem nie codziennie znajduje się takie „coś” przez przypadek. Postanowiłem odczytać, co oznacza on dla mnie. Pomysł na artykuł powstał w chwili, kiedy zrozumiałem, co czai się za symboliką UROBOROSA.

Od początku:

UROBOROS – Z Greckiego; „oura” – ogon i „boros” – jędzący, a więc „ten, który zjada swój ogon”. Uroboros, w symbolice powszechnej reprezentuje cykliczną odnowę życia i nieskończoność, to koncepcja wieczności i wiecznego powrotu, cykl życia i śmierci, prowadzący do nieśmiertelności, podobnie jak Feniks. Powtarzalność w historii, samowystarczalność w naturze, odrodzenie Ziemi – to również możemy dostrzec w „zamkniętym kole” Uroborosa. Węża pożerającego ogon można dostrzec w drodze mlecznej:

Blog1Blog2

W mitologii Nordyckiej, wąż oplatający ziemię, Jormugund, również pożera swój ogon i jest konkretnie związany z Ragnarokiem – uśpiony na dnie oceanu ma pewnego dnia się przebudzić i uwolnić swój ogon, aby przynieść śmierć i odrodzenie. Platon opisał węża pożerającego własny ogon jako kosmiczny cykl i ciągłość we Wszechświecie. Uroborosem mógł być wąż, smok, robak i żmija.

Wąż, którego zobaczylem nie był wężem, tylko padalcem. Nie sądzę, aby był zdolny odgryźć sobie ogon, ale go nie miał (nie wnikam dlaczego). Nie znalazłem nigdzie symbolu jaki miałby towarzyszyć martwemu wężowi (właściwie padalcowi – jaszczurce), któremu na dodatek brakuje kawałka ogona. Dla mnie to jednak ma wielkie znaczenie, ponieważ zdażało mi się śnić o wężu i w rzeczywistości napawał mnie lękiem – dzisiaj czuję do niego obrzydzenie. Nie bez powodu. To okrutny gad, który paraliżuje swoją ofiarę i połyka ją często żywą. Nie okazuje emocji, jest zimny, nieruchomy, niebezpieczny. Przejawia mało oznak choroby. Zdaża się, że węże pożerają swój ogon, a nawet gryzą swoje ciało jeśli są chore. Żyjąc w ciasnych terrariach, nieruchome, uznają swój ogon za należący do innego węża.

Jak więc widzę symbolikę tego znaleziska?

Dla mnie Uroboros jest zamkniętym cyklem, ale nie w dobrym znaczeniu. Z logicznego punktu widzenia wąż robi sobie krzywdę, może nawet umrzeć. Jakże to pasuje do ludzkiej natury! Zadawanie sobie bólu, krzywdzenie siebie, a nawet – chęć odebrania sobie życia! Okrąg, który wąż tworzy jest symbolem zapętlenia, powtarzającego się cyklu, na okrągło to samo. Tak więc symbolika Uroborosa mówi: zadając sobie ból i cierpienie zapętlamy się! Czyniąc sobie krzywdę prędzej czy później zginiemy, w metaforyczny sposób, albo na prawdę (samobójstwo). Niesamowity wniosek, tym bardziej, gdy przypomnę sobie jak Ja karmiłem swój ból próbując go uszlachetnić, a więc przekonać się, że jest piękny i życie z nim czyni mnie kimś wyjątkowym. Tak jak wyjątkowa jest symbolika znanego powszechnie Urborosa. Jednak stąpam teraz twardo po ziemi i nie widzę w bólu nic szlachetnego, tylko informację. Nie widzę w śmierci odrodzenia, widzę w śmierci definitywny koniec. Widzę martwego padalca bez kawałka ogona. Tak, słowo padalec ma negatywny oddźwięk w języku polskim – to człowiek wzbudzający odrazę swym postępowaniem (zadawanie sobie bólu, pożeranie siebie – poświęcenie). Czuję odrazę do tego jak kiedyś się umartwiałem, pławiłem w swoim cierpieniu i próbowałem je uszlachetnić! Uważając się za kogoś lepszego, bo CIERPIĘ. Cierpienie wydawało się byciem lepszym pośród tych, którzy mieli „łatwiej” ode mnie skoro są szczęśliwi! Pamiętam jak reagowałem złością na próby pomocy. Wtedy w moim mniemaniu nikt nie rozumiał mojego CIERPIENIA, bo było ono tak bardzo szlachetne i wymagało wyjątkowej siły, a by w nim trwać. Miłości! Tylko jakże ta miłość miała mnie wyleczyć, skoro sam pełny nienawiście gryzłem siebie, wydzierałem kawałek po kawałku umierając wewnątrz siebie? Dzisiaj widzę, że byłem padalcem, który nie chciał uwieżyć, że zachowuje się głupio i nieodpowiedzialnie, a rozwiązanie rzeczywiście było na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło przekierować energię, którą wkładałem w „szlachetne cierpienie” na naukę o sobie i życiu. Dzisiaj zdobywam wiedzę, dzięki której czuję się szczęśliwszy i rozumiem coraz głębiej jakie braki w wychowaniu miałem i jaki wpływ miały na kształtowanie się mojej osobowości. Mógłby mnie spotkać los tego zwierzątka, które leżało zimne w BŁOCIE. Ten sam los spotyka wielu ludzi, którzy wiodą życie padalca pożerającego swój ogon.
Dla mnie był to bardzo dobry znak. Umarł padalec (nawet nie wąż, który zatruwał swoim jadem czyjeś życie). Umarła ta część mnie, która była zimna i ślepa. Krąg cierpienia został brutalnie przerwany – to sugerował odgryziony ogon. Tak było ze mną, kiedy otworzyłem oczy i zobaczyłem swoją pustkę i marność. Przerażenie przed nadejściem tej chwili ustąpiło oszołomieniu. Nie czułem cierpienia, byłem dosłownie skonsternowany, tym jak bardzo mnie NIE MA.
No i przeżyłem.

Koniec oznacza początek, co? Wąż połykający swój ogon nie ma początku i końca, to nieskończoność, to pętla bez nadziei na zmianę. To nie jest ani życie, ani śmierć, to trwanie w zawieszeniu, w ochydzie dla życia i w lęku przed śmiercią. To iluzja. Dopiero kiedy wąż puści swój ogon ma początek i koniec. Ma tył i przód. Dopiero wtedy potrafi dostrzec, co jest nim i co nim nie jest.

Mój znak: padalec był martwy.

Wcześniej traktowałem węża jako swoje zwierzę mocy (rzeczywiście utożsamiało mnie z tym gadem wiele skryptów w moim zachowaniu). Dzisiaj Ania zwróciła uwagę, że pojawienie się baranka w naszym życiu, to również znak. Nie zbieg okoliczności – nie wierzymy w coś takiego. Znaki natomiast to czysta symbolika, to język naszych dusz. To zauważył Jung i zgodnie z jego nauką (nie ezoteryką) poszedłem krok dalej i przeczytałem o swoim nowym zwierzęciu mocy – baranie. Doskonale wpasował się w to kim jestem teraz, zaś jego ciemna strona wpasowała się w to kim byłem. Był jeszcze byk – taki jakim chciałem być i wąż – taki jakim w efekcie byłem.

Jest w tym mądrość, dzięki której dzisiaj jestem spokojny i szczęśliwy. To rosnąca wewnętrzna integracja i rosnąca świadomość siebie. Wąż, a tak naprawdę padalec – w potocznym języku: człowiek budzący odrazę, pożera swoj ogon, zamyka więc cykl, który się powtarza. Ten cykl to: ból, cierpienie, żal, złość, poczucie wstydu i winy. Z tego powodu się kąsa, a więc sprawia więcej bólu, pożera, dążąc do własnej śmierci i końca swojego „smutnego” losu. Smutny? To tylko patetyczne stwierdzenie, bo nie ma w tym nic ani smutnego, ani pięknego, jest tylko odraza do bycia sobą.

Traci ogon, umiera.

To nie wąż, to jaszczurka. Jaszczurka porzuca ogon, żeby się uratować. Jednak mojej jaszczurce to nie pomogło. O czym to świadczy, jeśli nie o moim dawnym przekonaniu, że tylko Ja sam mogę sobie pomóc. Jednak czasami to nie wystarcza. Czasami trzeba czegoś więcej niż poświecenia – utraty części siebie, tej chorej i szkodliwej. Czasami trzeba metaforycznej śmierci, czyli brutalnego końca tego, co „nie ma końca”.

Cykl się kończy. Stare odchodzi, nowe przychodzi. Wspaniały symbol odrodzenia! Czuję to głęboko w sobie i widzę teraz wyraźnie, że nie mogłem liczyć na zmianę w tym zamkniętym kręgu! To był paradoks, labirynt, który nie miał wyjścia! Powiem wężowi, żeby przestał siebie kąsać, a on mi powie: Ja siebie nie kąsam, to Ty mnie kąsasz! Ja walczę o swoje przetrwanie!

Ślepy jest wąż, który kąsa siebie i myśli, że to ktoś inny, przez co kąsa dalej – a przecież jest zupełnie sam i czeka go pewna śmierć.